Śmiertelne zatrucie galaretą. Jest akt oskarżenia

Uwaga! Nie jedz mięsa z targowiska w Nowej Dębie (powiat tarnobrzeski). Wysokie ryzyko zatrucia zagrażającego życiu. Jeżeli masz objawy zatrucia - dzwoń na 112- takie alerty spłynęły także na telefony mieszkańców powiatu w nocy z 17 na 18 lutego 2024 roku. Prokuratura zakończyła śledztwo w tej sprawie.
Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu zakończyła właśnie trwające rok śledztwo dotyczące śmiertelnego zatrucia, do którego doszło w wyniku spożycia galarety mięsnej. Aktem oskarżenia objęto małżeństwo zajmujące się hodowlą trzody chlewnej, z której przygotowywane były wyroby mięsne następnie sprzedawane przez nich osobiście na targu w Nowej Dębie.
- 56- letnia Regina S. oraz jej 57- letni mąż Wiesław S. zostali oskarżeni o umyślne narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu wskazanych w zarzucie pokrzywdzonych oraz nieumyślne spowodowanie śmierci jednej osoby, a także nieumyślne spowodowanie ciężkiego i średniego uszczerbku na zdrowiu dwóch innych pokrzywdzonych, którzy spożyli zakupioną od oskarżonych galaretę. Oskarżeni przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli stosowne wyjaśnienia- mówi Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu Andrzej Dubiel.
Przypomnijmy tę sprawę sprzed roku: Od początku było wiadomo, że przyczyna leży w mięsnej galarecie sprzedawanej wprost z samochodu na dębickim targowisku. Do szpitala trafiły łącznie 3 osoby: 54- letni mężczyzna, który jeszcze tego samego dnia zmarł i 2 kobiety: 67- latka i 72- latka. Jedna z nich została przetransportowana do szpitala w Krakowie. Obie poszkodowane wkrótce zostały wypisane ze szpitali. W tej sprawie zatrzymano 2 osoby. Kobieta i mężczyzna mieli niewielkie gospodarstwo, w którym hodowali świnie. Sami produkowali na sprzedaż wyroby garmażeryjne. Nie mieli na to pozwolenia, a żywność nie była badana. Policjanci w lutym 2024 roku zabezpieczyli około 20 kg wyrobów mięsnych znajdujących się na ich posesji. Jak poinformował wówczas dyrektor PIW, prof. Stanisław Winiarczyk: [p]- W badanych próbkach galarety podejrzanej o wywołanie zatrucia pokarmowego wykazano obecność azotynu sodu na bardzo wysokim poziomie, toksycznym dla człowieka. Stężenia azotynu sodu w tych próbkach wahało się od 16 do 19 tys. miligramów na kilogram produktu.
Azotyn sodu służy do peklowania mięsa, ale używa się go znacznie mniej niż to miało miejsce w przypadku małżeństwa handlującego w Nowej Dębie (norma- od 100 do 150 mg na 1 kg produktu, w czasie produkcji poziom obniża się do 20- 50 mg/kg). Normy w galarecie, po której doszło do zatrucia, przekroczono 100- krotnie. Nie oznacza to, że ktoś chciał kogoś otruć celowo. Prawdopodobnie doszło do pomyłki lub przypadkowego działania. Pozostałe wyroby miały poziom azotynów w normie (10- 20 mg/kg). Instytut dokonywał również badania toksykologiczne m.in. na obecność laseczki jadu kiełbasianego i związków chemicznych stosowanych w truciznach na gryzonie. Wyjaśniane były też szczegółowe przyczyny zgonu mężczyzny, który spożył galaretę.
- Pomieszczenie, w którym były robione te wyroby mięsne, było mocno zanieczyszczone, bez dostępu do ciepłej wody. Wyposażenie tego pomieszczenia, mam tu na myśli stoły, deski czy przyrządy, które były wykorzystywane przy tego typu rzeczach, typu noże, łyżki, cedzaki, były brudne- powiedział w marcu ub. roku prokurator Andrzej Dubiel z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.- Narzędzia były zardzewiałe, a na miejscu nie znaleziono środków dezynfekcyjnych.
Zarzucane małżeństwu przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Komentarze
To bylo zlecenie z gory zeby ludzie nie kupowali zywnosci na bazarze.Galaretka byla pyszna ale wedlug urzednika powinna byc niedobra .Ludzie maja jest zywnosc chemiczna z marketu.Biegly sadowy oszukal i stwierdzil ze galaretka jest przyczyna zgonu.Zgon mogl nastapic pewnie po szcze pionce na kowidka 2020.
Ukrowi wątroba nie wytrzymała od polskiego bimbru i wielkie halo
caly ten cyrk to pokazowka ,teatr zeby ludzie kupowali zatruta zywnosc z marketow.Nie mozna umrzec z powodu soli bo nikt dobrowolnie nie zje kilograma soli i po tym nie popije woda.Oskarzeni przyznali sie bo tak im obronca podpowiedzial,pewnie zyd.Ja nie wierze ze ta galaretka byla trujaca,bo wtedy kazdy kto ja jadl powinien zgon dostac.
- do Ally _ jeżeli wszystko wróciło do "normy" to można śmiało powiedzieć: do następnego zgonu...
sanepid moze skontrolowac warunki higieniczne i to z policją w asyscie, co jest i jakie kto ma uprawnienia to kontroluje wojewódzka i to na zgłoszenie... do tego oni zdaje sie pracuja w okreslonych godzinach... rok temu po tej aferze u nas na targu wpadla policja z kontrola i przelecieli sie po samochodach, pozniej dlugo stalo tylko jedno czy dwa auta z wędlinami i miesem, a ci co z toreb sprzedaja handlowali ziemniakami... oznacza to, ze zadnych badan nie maja międa i wędlin... Obecnie wszystko wrocilo do normy, a handel odbywa się na zasadzie wo lnej am erykanki
Sprzedawali to chyba od dłuższego czasu. Pytam więc GDZIE BYŁ SANEPID ??? Dlaczego nie było kontroli handlu na placu targowym w Nowej Dębie ??? Winni są ci ludzie, którzy sprzedawali te wyroby ale i jakąś winę ponosi też Sanepid, który ma pod opieką Nową Dębę. Gdyby zadziałali w porę, być może ten człowiek by dzisiaj żył.
dlatego ja na bazarze żadnego jedzenia nie kupuję